sans toi les émotions d’aujourd’hui ne seraient que la peau morte des émotions d’autrefois.
środa, 21 grudnia 2011
wtorek, 20 grudnia 2011
Coś się kończy nic się nie zaczyna coś
tak łatwo zburzyć i zacząć od nowa tak trudno budować i o spokój; przebłyski powrotów świadomości gdyż wciąż gardzę kocham zniewalam obrzydzam; niespójność pamięci pozwala mi na nonszalancję i zmiany nastrojów; gdybyś tylko umiała sobie wyobrazić jak bardzo uwielbiam ciebie.
niedziela, 18 grudnia 2011
sobota, 17 grudnia 2011
Ile to już lat
ile razy chciałeś wejść na najwyższy dach i przelecieć każdy centymetr jak / za każdą z kobiet których nie kochałeś i upadek za największą miłość twojego życia.
In a few little steps
chmury leniwe rozszarpany boję się o nas potrzeba zabicia podłego siebie powinna dać tobie pewność i niech tak już zostanie.
Za ufa nie
skąd wiesz że podlewając mnie bezustannie na moich dłoniach nie wyrosną kaktusy a ślina nie zamieni się w trujący jad bez antydotu owoce mogą być słodkie a skutki uboczne. zakochaj mnie w sobie.
Postuluję o normalność
potrafimy zapomnieć wszystko co się da przechodząc płynnie do tego jak było raz po raz wyśpiewujemy elegie dedykowane szczęściu a przecież mając w głowie burdel klasy pierwszej należałoby go najpierw uporządkować czy po prostu wypieprzyć.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
niedziela, 11 grudnia 2011
Mistrz gry
bywają przedziwne zdarzenia które pomimo swej absurdalności chociaż odeszły już w przeszłość budzą nie dający się opanować strach a przecież można zadać sobie pytanie czy rzeczywiście kiedykolwiek się kończą odciskają w naszej pamięci ślad tak trwały że jeśli nawet powtarzamy sobie później że były jedynie złudzeniem albo wynikiem zaburzeń umysłowych mimo wszystko zawsze odtąd na najprostsze rzeczy w naszym otoczeniu patrzymy innym okiem poza tym gdyby nawet przyjąć że to co nam się przydarzyło było w istocie tylko efektem przejściowego szaleństwa czy rozkiełznanej wyobraźni przygnębia nas świadomość istnienia otchłani podłości i nieracjonalności do jakich zdolna jest nasza dusza gdy tylko przestajemy się pilnować toteż pozostajemy później niewyobrażalnie samotni albowiem niektórych odkryć nie da się przekazać innym.
ten dystans ta samotność stanowiły zresztą istotną część problemu z którym się wówczas borykałem zamęt w jakim trwałem wzrósł jeszcze od czasu gdy nastąpiły wydarzenia o których opowiem czułem że zabrnąłem w ślepą uliczkę czegokolwiek się tknąłem rozsypywało mi się w rękach traciło sens stawało się prawie nieistotne zdarzało mi się czasem żałować moich humanitarnych wzlotów z przeszłości nawet jeśli moje dawne bezpieczeństwo było tylko iluzoryczne zależne od religijnych mitów i sztywnych ram które narzuciłem sobie w charakterze zewnętrznych mechanizmów obronnych wyzbyłem się komfortu przyzwyczajeń w nadziei że odnajdę siebie - czy też raczej że odkryję kim jestem że otworzę się na jakąś osobistą drogę - jednak nic takiego się nie zdarzyło bardzo wnikliwy rachunek sumienia który doprowadził mnie do zerwania z przeszłością w dalszym ciągu uchodził w moich oczach za zwycięstwo za coś co napawało mnie dumą.
poniedziałek, 5 grudnia 2011
niedziela, 4 grudnia 2011
sobota, 3 grudnia 2011
piątek, 2 grudnia 2011
Summer's gone
przyszedł więc grudzień rozmroziłem serce w mikrofalówce twojego uczucia niebawem spadnie śnieg lecz tu gdzie stoję nie dosięgnie mnie; o! gdyby już zawsze okoliczności sprzyjały mówieniu wprost i na temat.
czwartek, 1 grudnia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)