sobota, 29 października 2011

Dni są powolne jak rude mrówki

październik kończy się jak paczka papierosów z filtrem od kiedy umiem milczeć potrafię też mówić i rozpruwać nie przymierzając wciąż jestem skłonny uwierzyć / oddać / zanurzyć się bez gwarancji iż nie zatonę; najgorzej gdy wszystko sprowadza się do jednego przemienia w zero zobowiązując mnie do użycia soczystego spierdalaj co nie jest mi ani na rękę ani na inną część ciała - najpiękniej gdy coś z niczego powstaje mądrość z głupoty z przypadku szczęście: wypływam / opływam / odpływam nie myśląc o tym kiedy się wypalę; jestem takim trochę podróżnikiem w czasie wyprzedzając Niffeneffer czy Vargasa Llosę nie mogę jednak powiedzieć że zawsze byłem.

Podtapianie

marznę. płomienie myśli podlane deszczem wyrzutów domagają się już tylko suszy.

środa, 26 października 2011

Urodzony na cmentarzu

żyjemy jak sucha materia wchłaniamy dąsy zewnętrznego świata i dopiero wówczas kiedy toniemy w łatwopalnym nasyceniu wybuchamy od najmniejszej iskry ludzie z dużą dozą azbestu czują się odporni na pożar / spokój lekko zamkniętych oczu albo ich zderzenie bywa zapalnikiem (...) czy ogień wypala w nas stany zakrzepłego nieszczęścia co jest materią palną czy powrót do ulubionego żalu jest kocem gaśniczym kiedy czujemy się nasyceni i mówimy 'stop'?

poniedziałek, 24 października 2011

Teoria zjazdu

płuca nie nadążają za oddechem zionę złośliwością której sobie nie życzę; serce krzyczy potrzeba mi sformatowanej miłości; im większe potrzeby tym bardziej boli.

sobota, 22 października 2011

Ciastko z gównem

słowa słowami a przecież widzisz więcej więcej znacznie czujesz zastanawiam się ile den musiałbym pokonać by nie wstać.

środa, 19 października 2011

Nieznośna lekkość bytowania

każdego dnia zaczynam od początku wstaję upadam bez końca tak; to czego bym sobie życzył / to jak być nie może; ocean niespełnienia / jedno szczęście; rozmawiać mogę z każdym dlaczego więc u licha (!) - pytam - poczucie zrozumienia pojawia się raz na trzynaście milionów sekund.

i właśnie ten słaby musi znaleźć dość siły by odejść jeśli ten silny jest za słaby by umieć skrzywdzić słabego.

niedziela, 16 października 2011

wtorek, 11 października 2011

Utopia

wbrew przepowiedniom aspiracjom wyższego rzędu mogę się zepsuć nie czuję nic nic w zupełności; wszystko zatraca pierwotne znaczenie gdybym tylko mógł stworzyć swój niezależny system pojęć i trwać przy nim z konsekwencją z jaką do tej pory psułem; moje pierdolone zabawki plac zabaw wątpliwej reputacji..

Closing time

spijasz moje myśli spleśniałe idee niewdzięcznej audiencji stłumiony śmiech w nieskończoności gdzieś dziw aż że nie uciekasz masz dostęp do wszystkich pierwiastków mnie nie tyle doceń co zauważ.

Without u're nothing

zapomni się o wszystkim wszystkie grzechy odkupi mniej / więcej wszystko albo nic gnuśnieję powstaję syndrom feniksa; gdzie indziej okazuje się być niczym innym jak zapętloną przeszłością na podobnych fundamentach opartą; kurczę się i poniewieram Ciebie mnie wszystko choć nienawidzę minie wystarczy strawić i wypluć pluję krwią słowami z resztek niestrawionych myśli.

żal że zawsze znajdzie się ktoś kto przeszkodzi upaść w zupełności.

piątek, 7 października 2011

Reisefieber

szarpał się z zamkiem i dopiero po chwili zorientował się że pomylił klucze zdał sobie sprawę że stoi przed drzwiami mieszkania swojej matki a w ręku trzyma klucze do swojego nowojorskiego mieszkania kiedy już wchodził do środka pomyślał że gdzieś na świecie na pewno muszą być zamki o takich samych wyżłobieniach i ludzie których nigdy nie pozna mimo że w kieszeni noszą dokładnie ten sam klucz co on.

czwartek, 6 października 2011

Anna z Uz

czasem lepiej nie kończyć strawić wchłonąć bądź wypieprzyć z siebie paskudne aromaty niedoszłych wspomnień przeżutych emocji; oddycham zdycham jeszcze się z sobą zmagam; kłębi się wszystko wewnątrz zanika percepcja czułości nie dość.

środa, 5 października 2011

Patrz w dół!

zamykam oczy przeszklone powieki nie widzę co wypełnia włókna mięśni serca; zataczam się deszcz przykrych wspomnień nie opłukuje nie spływa kłębi się kumuluję w sobie odpadki uczuć; poziom frustracji ekwiwalentem poziomu bezsilności; brakuje wciąż / brakuje permanentnie chciałbym chyba nie chcę nic..