gorzej być może zawsze w takich momentach nabieram przekonania że jestem i sobie w stanie pomóc.
środa, 30 listopada 2011
poniedziałek, 28 listopada 2011
Lukrecja
nauczyłem się zaciągać papierosem nauczę się i tobą oddychać już nie umiem musisz mnie stale reanimować przez żołądek do wymiocin przez myśl by mi nie przeszło że wykorzenisz ze mnie samotność.
Homeoempatia / Waking up
słońce nieśmiało przecieka mi przez palce dzień w którym kładę nacisk na wyrozumiałość; wiem już mniej więcej co pozwala przetrwać nie wiem natomiast co pozwoliłoby żyć.
sobota, 26 listopada 2011
piątek, 25 listopada 2011
The choice is yours, if you can find something better
bo jeśli w tym momencie gdy nawet preludium nie dobiegło końca oszukasz mnie wyjdę trzasnąwszy drzwiami a wszystko będzie to samo samotne; moja przeszłość nie upoważnia cię do niczego pamiętaj!
czwartek, 24 listopada 2011
My lullaby
wszystko układa się myślisz jak papierosy w paczce idealnie bez zarzutu porzucasz tę myśl wiesz że za chwil parę mgła cudowności rozproszy się w dalekie od magii otchłanie jesteś tylko marnym niczym drgającym niemożliwie przy każdym nawet najmniejszym podmuchu rzeczywistości; co się wydaje a nie jest jest tyle że w twojej głowie nigdzie indziej więc jak gdyby nie istniało wcale.
wtorek, 22 listopada 2011
poniedziałek, 21 listopada 2011
niedziela, 20 listopada 2011
Au-delà
cały mój świat powleczony mgłą prażę dziś myśli w promieniach piękna wracam do punktu wyjścia wychodzę i wznoszę ponad siebie - wygasa świat w którym każda z nich potencjalną nie szukam chemii choć nie szukam znajduję jeśli się z tobą prześpię to z miłości i na trzeźwo; ani ofiary więcej ani zepsucia chwila godna zniewolenia poddaję się na nowo bo cóż mogę stracić?
au ciel de toutes les couleurs
ton soleil réchauffe mon coeur
Qua Sisa Tori
nauczę się nie pamiętać za siebie nie oglądać naprawię wszechświat mojej głowy tak mi dopomóż buddo.
Przyjemniaczki
dobrze jest i nikt mi - kurwa! - nie powie że wciąż muszę
błądzić miotać się brodzić dławić choć permanentym analitykiem zostanę
już pewnie do końca.
piątek, 18 listopada 2011
Fatty Boo
be careful of the things that you do say now you got plenty but the plenty could be few this is my chance to shout it in other avenue say dont you be a sinner dont you keep all for you i said a long time no you start warm is a ripple every lickle dime every nickle you are trouble watch you're little head fatty boo and give the dog a bone that could never be for you'
Mass destruction
istnieją pewne niepisane reguły
których przestrzegać należy - ba! - których przestrzegać trzeba; w tej
jedynej jednej sekundzie wszystko wydaje się tak cholernie choć
groteskowo pasować do siebie jedność w wielości (i na odwrót) jest tylko
prawie niemożliwa; a jednak Witkacy miał - nie miewał - słuszność; chylę czoła, panie Ignacy!czwartek, 17 listopada 2011
Jacques Prévert / k
Nalał kawy
Do filiżanki
Nalał mleka
Do filiżanki
Wsypał cukier
Do kawy z mlekiem
Małą łyżeczką
Kawę zamieszał
Wypił kawę
Filiżankę odstawił
Bez słowa
Papierosa zapalił
Kółka z dymu
Puszczał sobie chwilę
Strząsnął popiół
Do popielniczki
Bez słowa
Bez spojrzenia
Wstał
Włożył kapelusz
Na głowę
Włożył
Płaszcz od deszczu
Bo padało
I wyszedł
Na deszcz
Bez słowa
Bez spojrzenia
A ja głowę
W dłoniach schowałam
I zapłakałam.
Do filiżanki
Nalał mleka
Do filiżanki
Wsypał cukier
Do kawy z mlekiem
Małą łyżeczką
Kawę zamieszał
Wypił kawę
Filiżankę odstawił
Bez słowa
Papierosa zapalił
Kółka z dymu
Puszczał sobie chwilę
Strząsnął popiół
Do popielniczki
Bez słowa
Bez spojrzenia
Wstał
Włożył kapelusz
Na głowę
Włożył
Płaszcz od deszczu
Bo padało
I wyszedł
Na deszcz
Bez słowa
Bez spojrzenia
A ja głowę
W dłoniach schowałam
I zapłakałam.
Jeszcze nie wieczór
potrzeba mi magii jakichś kółek puszczanych z zadymionych płuc metafizyki nie w słowach a w życiu czekać nie ma na co jest tylko tu i teraz.
tak jak jest muszę brnąć w to takie jakim jest umetafizyczniam to sztucznie tworząc z tego udany absolut ogólne równanie wiecznych praw aby bez wstydu wobec samego siebie oddać się straszliwej rozpuście czystego uczucia.
tak jak jest muszę brnąć w to takie jakim jest umetafizyczniam to sztucznie tworząc z tego udany absolut ogólne równanie wiecznych praw aby bez wstydu wobec samego siebie oddać się straszliwej rozpuście czystego uczucia.
środa, 16 listopada 2011
Coraz częściej
coraz częściej spoglądam w dół przepaść dzieląca mnie od rzeczywistości rozszerza się z niepojętą wprost szybkością.
Nie umieraj,
teraz ja już nie wiem na czym stoję gdyby się chociaż jedna uczciwa osoba znalazła która by mi powiedziała kurwa prawdę czy żyję jak żyję to spoko jak nie żyję no trudno owszem zaboli ale jakoś to zniosę ale w ten sposób nie wiedząc kurwa o co tutaj w ogóle chodzi ja po prostu nie wyrobię.
przykro mi.
przykro mi.
poniedziałek, 14 listopada 2011
Home bitter home
dom w którym czekają mnie różowe słonie z przerośniętymi uszami zdeformowanymi trąbami dobrze że mam gdzie wrócić gdy piekło zda się być zbyt już nieznośnym.
niedziela, 13 listopada 2011
sobota, 12 listopada 2011
Bezwłasnowolnienie
wrażenia dominują nad stanem faktycznym tak chciałbym się uwolnić gdziekolwiek jestem brak lekkości możności kontroli zupełnej procesu tworzenia siebie.
piątek, 11 listopada 2011
Padroplazja
trapią cię błahostki podczas gdy problemy istotne omijasz spieszno w oparach nieświadomości ni mniej ni więcej.
środa, 9 listopada 2011
wtorek, 8 listopada 2011
niedziela, 6 listopada 2011
A cup of anything
budzę się i umieram słuch zanika a głowa nie reaguje już
na większość patologii i tylko bzdurne potrzeby te czy inne kobiety
umywam ręce od zawsze do zawsze ten sam sfrustrowany.
sobota, 5 listopada 2011
Sacrum / profanum
z każdej chwili uczyń świętość bądź przestań wierzyć w cokolwiek chociażbym być miał konsekwentny w niekonsekwencji własnej.
piątek, 4 listopada 2011
Słowa więdną jak zerwane kwiaty
nadchodzi zima myśli odmarzają regularnie każde z kolejnych samobójstw zdaje się być puchem roztapiającym się w błocie codzienności bo niepodobna mieć wszystko w jednym czasie wystarczy zauważyć i zrozumieć.
Kac umoralniający / a
mogę uzależnić popsuć demolując twój system pojęć - mojego nie ruszysz - upokorzyć domagasz się lecz nie wiem na co tobie to coś na zasadzie podpal zapałkę i zgaś nim odpalisz.
środa, 2 listopada 2011
wtorek, 1 listopada 2011
Ziarnisty
aromatyczna mgła znad kubka z kawą splata się z tą za oknem spowijam się w melancholię i o nic nie pytam.
Wymazywanie
żałośnie bezradny obijam się o ściany czas upłynnia się nie pozostaje miejsca na korekty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



