sans toi les émotions d’aujourd’hui ne seraient que la peau morte des émotions d’autrefois.
środa, 21 grudnia 2011
wtorek, 20 grudnia 2011
Coś się kończy nic się nie zaczyna coś
tak łatwo zburzyć i zacząć od nowa tak trudno budować i o spokój; przebłyski powrotów świadomości gdyż wciąż gardzę kocham zniewalam obrzydzam; niespójność pamięci pozwala mi na nonszalancję i zmiany nastrojów; gdybyś tylko umiała sobie wyobrazić jak bardzo uwielbiam ciebie.
niedziela, 18 grudnia 2011
sobota, 17 grudnia 2011
Ile to już lat
ile razy chciałeś wejść na najwyższy dach i przelecieć każdy centymetr jak / za każdą z kobiet których nie kochałeś i upadek za największą miłość twojego życia.
In a few little steps
chmury leniwe rozszarpany boję się o nas potrzeba zabicia podłego siebie powinna dać tobie pewność i niech tak już zostanie.
Za ufa nie
skąd wiesz że podlewając mnie bezustannie na moich dłoniach nie wyrosną kaktusy a ślina nie zamieni się w trujący jad bez antydotu owoce mogą być słodkie a skutki uboczne. zakochaj mnie w sobie.
Postuluję o normalność
potrafimy zapomnieć wszystko co się da przechodząc płynnie do tego jak było raz po raz wyśpiewujemy elegie dedykowane szczęściu a przecież mając w głowie burdel klasy pierwszej należałoby go najpierw uporządkować czy po prostu wypieprzyć.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
niedziela, 11 grudnia 2011
Mistrz gry
bywają przedziwne zdarzenia które pomimo swej absurdalności chociaż odeszły już w przeszłość budzą nie dający się opanować strach a przecież można zadać sobie pytanie czy rzeczywiście kiedykolwiek się kończą odciskają w naszej pamięci ślad tak trwały że jeśli nawet powtarzamy sobie później że były jedynie złudzeniem albo wynikiem zaburzeń umysłowych mimo wszystko zawsze odtąd na najprostsze rzeczy w naszym otoczeniu patrzymy innym okiem poza tym gdyby nawet przyjąć że to co nam się przydarzyło było w istocie tylko efektem przejściowego szaleństwa czy rozkiełznanej wyobraźni przygnębia nas świadomość istnienia otchłani podłości i nieracjonalności do jakich zdolna jest nasza dusza gdy tylko przestajemy się pilnować toteż pozostajemy później niewyobrażalnie samotni albowiem niektórych odkryć nie da się przekazać innym.
ten dystans ta samotność stanowiły zresztą istotną część problemu z którym się wówczas borykałem zamęt w jakim trwałem wzrósł jeszcze od czasu gdy nastąpiły wydarzenia o których opowiem czułem że zabrnąłem w ślepą uliczkę czegokolwiek się tknąłem rozsypywało mi się w rękach traciło sens stawało się prawie nieistotne zdarzało mi się czasem żałować moich humanitarnych wzlotów z przeszłości nawet jeśli moje dawne bezpieczeństwo było tylko iluzoryczne zależne od religijnych mitów i sztywnych ram które narzuciłem sobie w charakterze zewnętrznych mechanizmów obronnych wyzbyłem się komfortu przyzwyczajeń w nadziei że odnajdę siebie - czy też raczej że odkryję kim jestem że otworzę się na jakąś osobistą drogę - jednak nic takiego się nie zdarzyło bardzo wnikliwy rachunek sumienia który doprowadził mnie do zerwania z przeszłością w dalszym ciągu uchodził w moich oczach za zwycięstwo za coś co napawało mnie dumą.
poniedziałek, 5 grudnia 2011
niedziela, 4 grudnia 2011
sobota, 3 grudnia 2011
piątek, 2 grudnia 2011
Summer's gone
przyszedł więc grudzień rozmroziłem serce w mikrofalówce twojego uczucia niebawem spadnie śnieg lecz tu gdzie stoję nie dosięgnie mnie; o! gdyby już zawsze okoliczności sprzyjały mówieniu wprost i na temat.
czwartek, 1 grudnia 2011
środa, 30 listopada 2011
If i only could be runnin' up that hill
gorzej być może zawsze w takich momentach nabieram przekonania że jestem i sobie w stanie pomóc.
poniedziałek, 28 listopada 2011
Lukrecja
nauczyłem się zaciągać papierosem nauczę się i tobą oddychać już nie umiem musisz mnie stale reanimować przez żołądek do wymiocin przez myśl by mi nie przeszło że wykorzenisz ze mnie samotność.
Homeoempatia / Waking up
słońce nieśmiało przecieka mi przez palce dzień w którym kładę nacisk na wyrozumiałość; wiem już mniej więcej co pozwala przetrwać nie wiem natomiast co pozwoliłoby żyć.
sobota, 26 listopada 2011
piątek, 25 listopada 2011
The choice is yours, if you can find something better
bo jeśli w tym momencie gdy nawet preludium nie dobiegło końca oszukasz mnie wyjdę trzasnąwszy drzwiami a wszystko będzie to samo samotne; moja przeszłość nie upoważnia cię do niczego pamiętaj!
czwartek, 24 listopada 2011
My lullaby
wszystko układa się myślisz jak papierosy w paczce idealnie bez zarzutu porzucasz tę myśl wiesz że za chwil parę mgła cudowności rozproszy się w dalekie od magii otchłanie jesteś tylko marnym niczym drgającym niemożliwie przy każdym nawet najmniejszym podmuchu rzeczywistości; co się wydaje a nie jest jest tyle że w twojej głowie nigdzie indziej więc jak gdyby nie istniało wcale.
wtorek, 22 listopada 2011
poniedziałek, 21 listopada 2011
niedziela, 20 listopada 2011
Au-delà
cały mój świat powleczony mgłą prażę dziś myśli w promieniach piękna wracam do punktu wyjścia wychodzę i wznoszę ponad siebie - wygasa świat w którym każda z nich potencjalną nie szukam chemii choć nie szukam znajduję jeśli się z tobą prześpię to z miłości i na trzeźwo; ani ofiary więcej ani zepsucia chwila godna zniewolenia poddaję się na nowo bo cóż mogę stracić?
au ciel de toutes les couleurs
ton soleil réchauffe mon coeur
Qua Sisa Tori
nauczę się nie pamiętać za siebie nie oglądać naprawię wszechświat mojej głowy tak mi dopomóż buddo.
Przyjemniaczki
dobrze jest i nikt mi - kurwa! - nie powie że wciąż muszę
błądzić miotać się brodzić dławić choć permanentym analitykiem zostanę
już pewnie do końca.
piątek, 18 listopada 2011
Fatty Boo
be careful of the things that you do say now you got plenty but the plenty could be few this is my chance to shout it in other avenue say dont you be a sinner dont you keep all for you i said a long time no you start warm is a ripple every lickle dime every nickle you are trouble watch you're little head fatty boo and give the dog a bone that could never be for you'
Mass destruction
istnieją pewne niepisane reguły
których przestrzegać należy - ba! - których przestrzegać trzeba; w tej
jedynej jednej sekundzie wszystko wydaje się tak cholernie choć
groteskowo pasować do siebie jedność w wielości (i na odwrót) jest tylko
prawie niemożliwa; a jednak Witkacy miał - nie miewał - słuszność; chylę czoła, panie Ignacy!czwartek, 17 listopada 2011
Jacques Prévert / k
Nalał kawy
Do filiżanki
Nalał mleka
Do filiżanki
Wsypał cukier
Do kawy z mlekiem
Małą łyżeczką
Kawę zamieszał
Wypił kawę
Filiżankę odstawił
Bez słowa
Papierosa zapalił
Kółka z dymu
Puszczał sobie chwilę
Strząsnął popiół
Do popielniczki
Bez słowa
Bez spojrzenia
Wstał
Włożył kapelusz
Na głowę
Włożył
Płaszcz od deszczu
Bo padało
I wyszedł
Na deszcz
Bez słowa
Bez spojrzenia
A ja głowę
W dłoniach schowałam
I zapłakałam.
Do filiżanki
Nalał mleka
Do filiżanki
Wsypał cukier
Do kawy z mlekiem
Małą łyżeczką
Kawę zamieszał
Wypił kawę
Filiżankę odstawił
Bez słowa
Papierosa zapalił
Kółka z dymu
Puszczał sobie chwilę
Strząsnął popiół
Do popielniczki
Bez słowa
Bez spojrzenia
Wstał
Włożył kapelusz
Na głowę
Włożył
Płaszcz od deszczu
Bo padało
I wyszedł
Na deszcz
Bez słowa
Bez spojrzenia
A ja głowę
W dłoniach schowałam
I zapłakałam.
Jeszcze nie wieczór
potrzeba mi magii jakichś kółek puszczanych z zadymionych płuc metafizyki nie w słowach a w życiu czekać nie ma na co jest tylko tu i teraz.
tak jak jest muszę brnąć w to takie jakim jest umetafizyczniam to sztucznie tworząc z tego udany absolut ogólne równanie wiecznych praw aby bez wstydu wobec samego siebie oddać się straszliwej rozpuście czystego uczucia.
tak jak jest muszę brnąć w to takie jakim jest umetafizyczniam to sztucznie tworząc z tego udany absolut ogólne równanie wiecznych praw aby bez wstydu wobec samego siebie oddać się straszliwej rozpuście czystego uczucia.
środa, 16 listopada 2011
Coraz częściej
coraz częściej spoglądam w dół przepaść dzieląca mnie od rzeczywistości rozszerza się z niepojętą wprost szybkością.
Nie umieraj,
teraz ja już nie wiem na czym stoję gdyby się chociaż jedna uczciwa osoba znalazła która by mi powiedziała kurwa prawdę czy żyję jak żyję to spoko jak nie żyję no trudno owszem zaboli ale jakoś to zniosę ale w ten sposób nie wiedząc kurwa o co tutaj w ogóle chodzi ja po prostu nie wyrobię.
przykro mi.
przykro mi.
poniedziałek, 14 listopada 2011
Home bitter home
dom w którym czekają mnie różowe słonie z przerośniętymi uszami zdeformowanymi trąbami dobrze że mam gdzie wrócić gdy piekło zda się być zbyt już nieznośnym.
niedziela, 13 listopada 2011
sobota, 12 listopada 2011
Bezwłasnowolnienie
wrażenia dominują nad stanem faktycznym tak chciałbym się uwolnić gdziekolwiek jestem brak lekkości możności kontroli zupełnej procesu tworzenia siebie.
piątek, 11 listopada 2011
Padroplazja
trapią cię błahostki podczas gdy problemy istotne omijasz spieszno w oparach nieświadomości ni mniej ni więcej.
środa, 9 listopada 2011
wtorek, 8 listopada 2011
niedziela, 6 listopada 2011
A cup of anything
budzę się i umieram słuch zanika a głowa nie reaguje już
na większość patologii i tylko bzdurne potrzeby te czy inne kobiety
umywam ręce od zawsze do zawsze ten sam sfrustrowany.
sobota, 5 listopada 2011
Sacrum / profanum
z każdej chwili uczyń świętość bądź przestań wierzyć w cokolwiek chociażbym być miał konsekwentny w niekonsekwencji własnej.
piątek, 4 listopada 2011
Słowa więdną jak zerwane kwiaty
nadchodzi zima myśli odmarzają regularnie każde z kolejnych samobójstw zdaje się być puchem roztapiającym się w błocie codzienności bo niepodobna mieć wszystko w jednym czasie wystarczy zauważyć i zrozumieć.
Kac umoralniający / a
mogę uzależnić popsuć demolując twój system pojęć - mojego nie ruszysz - upokorzyć domagasz się lecz nie wiem na co tobie to coś na zasadzie podpal zapałkę i zgaś nim odpalisz.
środa, 2 listopada 2011
wtorek, 1 listopada 2011
Ziarnisty
aromatyczna mgła znad kubka z kawą splata się z tą za oknem spowijam się w melancholię i o nic nie pytam.
Wymazywanie
żałośnie bezradny obijam się o ściany czas upłynnia się nie pozostaje miejsca na korekty.
sobota, 29 października 2011
Dni są powolne jak rude mrówki
październik kończy się jak paczka papierosów z filtrem od kiedy umiem milczeć potrafię też mówić i rozpruwać nie przymierzając wciąż jestem skłonny uwierzyć / oddać / zanurzyć się bez gwarancji iż nie zatonę; najgorzej gdy wszystko sprowadza się do jednego przemienia w zero zobowiązując mnie do użycia soczystego spierdalaj co nie jest mi ani na rękę ani na inną część ciała - najpiękniej gdy coś z niczego powstaje mądrość z głupoty z przypadku szczęście: wypływam / opływam / odpływam nie myśląc o tym kiedy się wypalę; jestem takim trochę podróżnikiem w czasie wyprzedzając Niffeneffer czy Vargasa Llosę nie mogę jednak powiedzieć że zawsze byłem.
środa, 26 października 2011
Urodzony na cmentarzu
żyjemy jak sucha materia wchłaniamy dąsy zewnętrznego świata i dopiero wówczas kiedy toniemy w łatwopalnym nasyceniu wybuchamy od najmniejszej iskry ludzie z dużą dozą azbestu czują się odporni na pożar / spokój lekko zamkniętych oczu albo ich zderzenie bywa zapalnikiem (...) czy ogień wypala w nas stany zakrzepłego nieszczęścia co jest materią palną czy powrót do ulubionego żalu jest kocem gaśniczym kiedy czujemy się nasyceni i mówimy 'stop'?
poniedziałek, 24 października 2011
Teoria zjazdu
płuca nie nadążają za oddechem zionę złośliwością której sobie nie życzę; serce krzyczy potrzeba mi sformatowanej miłości; im większe potrzeby tym bardziej boli.
sobota, 22 października 2011
Ciastko z gównem
słowa słowami a przecież widzisz więcej więcej znacznie czujesz zastanawiam się ile den musiałbym pokonać by nie wstać.
środa, 19 października 2011
Nieznośna lekkość bytowania
każdego dnia zaczynam od początku wstaję upadam bez końca tak; to czego bym sobie życzył / to jak być nie może; ocean niespełnienia / jedno szczęście; rozmawiać mogę z każdym dlaczego więc u licha (!) - pytam - poczucie zrozumienia pojawia się raz na trzynaście milionów sekund.
i właśnie ten słaby musi znaleźć dość siły by odejść jeśli ten silny jest za słaby by umieć skrzywdzić słabego.
niedziela, 16 października 2011
wtorek, 11 października 2011
Utopia
wbrew przepowiedniom aspiracjom wyższego rzędu mogę się zepsuć nie czuję nic nic w zupełności; wszystko zatraca pierwotne znaczenie gdybym tylko mógł stworzyć swój niezależny system pojęć i trwać przy nim z konsekwencją z jaką do tej pory psułem; moje pierdolone zabawki plac zabaw wątpliwej reputacji..
Closing time
spijasz moje myśli spleśniałe idee niewdzięcznej audiencji stłumiony śmiech w nieskończoności gdzieś dziw aż że nie uciekasz masz dostęp do wszystkich pierwiastków mnie nie tyle doceń co zauważ.
Without u're nothing
zapomni się o wszystkim wszystkie grzechy odkupi mniej / więcej wszystko albo nic gnuśnieję powstaję syndrom feniksa; gdzie indziej okazuje się być niczym innym jak zapętloną przeszłością na podobnych fundamentach opartą; kurczę się i poniewieram Ciebie mnie wszystko choć nienawidzę minie wystarczy strawić i wypluć pluję krwią słowami z resztek niestrawionych myśli.
żal że zawsze znajdzie się ktoś kto przeszkodzi upaść w zupełności.
żal że zawsze znajdzie się ktoś kto przeszkodzi upaść w zupełności.
piątek, 7 października 2011
Reisefieber
szarpał się z zamkiem i dopiero po chwili zorientował się że pomylił klucze zdał sobie sprawę że stoi przed drzwiami mieszkania swojej matki a w ręku trzyma klucze do swojego nowojorskiego mieszkania kiedy już wchodził do środka pomyślał że gdzieś na świecie na pewno muszą być zamki o takich samych wyżłobieniach i ludzie których nigdy nie pozna mimo że w kieszeni noszą dokładnie ten sam klucz co on.
czwartek, 6 października 2011
Anna z Uz
czasem lepiej nie kończyć strawić wchłonąć bądź wypieprzyć z siebie paskudne aromaty niedoszłych wspomnień przeżutych emocji; oddycham zdycham jeszcze się z sobą zmagam; kłębi się wszystko wewnątrz zanika percepcja czułości nie dość.
środa, 5 października 2011
Patrz w dół!
zamykam oczy przeszklone powieki nie widzę co wypełnia włókna mięśni serca; zataczam się deszcz przykrych wspomnień nie opłukuje nie spływa kłębi się kumuluję w sobie odpadki uczuć; poziom frustracji ekwiwalentem poziomu bezsilności; brakuje wciąż / brakuje permanentnie chciałbym chyba nie chcę nic..
czwartek, 29 września 2011
sobota, 24 września 2011
01012329
trzeba dokądś uciec / trzeba skądś zniknąć; przepaście które przeskoczę sprawy które zostawię insekty które same siebie nie trawiąc pożrą; co by jedynie mieć dokąd wrócić a choćby i tylko aż wspomnień; adventure.
wtorek, 20 września 2011
Gabinet krzywych luster
ludzie insekty w formalinie potrzeba nowego świata by zmienić najważniejsze; dziw że żadna z dziwek nie wycisnęła na mnie zapachu lecz piętno może dlatego że była dziwką; można porównać ocenić zepsuć upodlić wywyższyć można wyjechać do Wenecji / można kochać; trzeba mieć dar by być nienawidzonym..
poniedziałek, 19 września 2011
niedziela, 18 września 2011
Człowiekiem jesteś, a nie ubraniem
jestem się w stanie zakochać / podnieść / odwzajemnić / przemilczeć / wykrzyczeć / połączyć;
wbrew pozorom; jeśli się kurwisz oszczędź mi mnie.
czwartek, 15 września 2011
Pieprzyszłość
wyobrażenia bańki mydlane marzę o domu pełnym luster pustych ścianach obrazach zawieszonych na gwoździach wspomnień.
środa, 14 września 2011
Niemożebność
jak gdyby głębsze oddechy i mniej monodramatów;
- zostanę u ciebie kilka dni; potem dam ci spokój; pozwolisz mi być twoją? tylko kilka dni.
- dlaczego chcesz mi dać spokój?
- kilka dni będziesz mój / będziesz tego chciał.
znam ciebie na wylot przeszywam nabojami z uczuć widocznie nie znasz dość moja MWM.
wtorek, 13 września 2011
Puszka Pandory
nie zmienia się nic się nie zmienia skurwiel skurwielem pozostanie za każdym razem te same żale smakują jednako sucho i gorzko.
poniedziałek, 12 września 2011
Instynkt
tak blisko odwadze głupota; pewne scenariusze są mi zbyt dobrze znane inne gestią czasu i okoliczności.
sobota, 10 września 2011
Margines błędu
świadomość boli lecz nie bardziej niż pętająca rzeczywistość a im więcej myślisz tym bardziej pogrążasz siebie chciałbym tylko dążyć po prostu i myślnie nie zwracając uwagi; miałeś rację P. niech płynie obok mnie lecz nie przeze mnie choć w pewnych warunkach nie sposób funkcjonować; Nowe Życie urokliwy świat bez cudów zdmuchuję drugą świeczkę odpalam świeczkę dwutysięczną jakoś tak jak zawsze bez równowagi..
czwartek, 8 września 2011
Orientacja narcystyczna
czasem bezpieczniej iść środkiem ulicy cierpię na bezsenność i hipochondrię a wszystko przykrywam grubą warstwą autodestrukcji muszę unikać ślepych uliczek.
środa, 7 września 2011
piątek, 2 września 2011
Słonecznienie
roztapiam się miękki raczej niż ohydny natura Istnień Poszczególnych wymaga jedynie okoliczności i czasu by się ujawnić; wnioskując: jeżeli ktoś nie potrafi zobaczyć jest to problem jedynie kogoś - zostawiam; bo gdyby jechał tramwaj trząsłby się cały mój świat.
środa, 31 sierpnia 2011
niedziela, 28 sierpnia 2011
Green Grass of Tunnel
miękkie znużenie obejmuje ramionami śniadanie z papierosów smakuje jak każde inne a nawet jego brak tulę się do ciebie nie żądam choć potrzebuję; zniknąłem gdzieś wśród spalin myśli którymi mógłbym do ciebie dotrzeć nie przychodzą z właściwą mi sobie lekkością a przecież spaliłem książki pełne niekończących się historii; leżysz gdzieś obok oddychasz głęboko wierzę że nie zajmiesz jednej tylko kartki dnia tygodnia z kalednarza mojego życia chłodniejsze od moich dłonie przynoszą jakąś tam ulgę; chciałbym / chcę.
sobota, 27 sierpnia 2011
piątek, 26 sierpnia 2011
Artemisia absinthium
bardziej z przyzwyczajenia niż chęci podnoszę się wyrzucam niedopałki wspomnień szklaną popielniczkę ostentacyjnie upuszczam na twoje zmarznięte stopy - tak czy inaczej nie potrafisz chodzić; przecież; tym razem daję tobie dalece więcej czasu lecz gdy już przyjdziesz nie poczęstuję ciebie sobą wierz mi. (!!)
jestem wrakiem wrakiem świadomym.
chronologia? czemu nie ostatecznie jakieś siły uporządkowały nasze egzystencje dziwnymi przed i po mamiąc nas logiką przyczynowo-skutkową a my zagubieni i osamotnieni wierzymy że wczoraj poprzedziło dzisiaj a jutro zastąpi wczoraj jakby nie rozumiejąc że jutro i wczoraj są złudzeniami potwierdzonymi jedynie rozpadem materii jedynym zegarem wszechrzeczy ową energią ciała lecz nie ducha.
moja głowa potrzebuje twoich rąk uprość mnie błagam!
jestem wrakiem wrakiem świadomym.
chronologia? czemu nie ostatecznie jakieś siły uporządkowały nasze egzystencje dziwnymi przed i po mamiąc nas logiką przyczynowo-skutkową a my zagubieni i osamotnieni wierzymy że wczoraj poprzedziło dzisiaj a jutro zastąpi wczoraj jakby nie rozumiejąc że jutro i wczoraj są złudzeniami potwierdzonymi jedynie rozpadem materii jedynym zegarem wszechrzeczy ową energią ciała lecz nie ducha.
moja głowa potrzebuje twoich rąk uprość mnie błagam!
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
sobota, 13 sierpnia 2011
Pełno mam
pełno mam w sobie niedokręconych zardzewiałych śrubek nie jem palę mosty po których chadzam najchętniej przewróciłyby się stąpam świadomie nieostrożnie; nieapetyczna apatia co z tobą bezsilność nieskrzętnie skrywana pod bezsennością.
czwartek, 11 sierpnia 2011
Nikky Umo
rzeczywistość stała się zbyt nagle pełno jej wszędzie patrzę nie widzę niewyraźnie mówisz spierdalaj szelestnie wychodzę zasycha w gardle w sercu niegdysiejsi my / wy / ja; stoję na dachu wieżowca wzniesionego nocą z pożądania i namiętności mogę wejść mogę skoczyć wybieraj szukam środków które bolą najsilniej - świadomość. (!!)
wtorek, 9 sierpnia 2011
Fake plactic Trees
Miłość postrzegana w kategoriach absurdu kocha się żeby zapomnieć zapomina się kochać.
niedziela, 7 sierpnia 2011
Trzeci zawał serca
miliard sprzeczności w każdym kolejnym z twoich zdań; stoję samotnie na skrzyżowaniu torów z których się wykoleiliśmy; by tylko serce nie pękło z żalu wyleje się wszystko nie będę w stanie nie zatonąć; nienawidzę / przepraszam / dziękuję; w wiśniową mgłę zaszywam siebie odcinam dostęp tlenu komórki nerwowe zjadają swoje własne zakończenia; omdlały obdarzam wciąż ciepłem.
piątek, 5 sierpnia 2011
środa, 3 sierpnia 2011
wtorek, 2 sierpnia 2011
Piękno bez względu
piękno bez względu na okoliczności wpływają wypływają wszelkie uniesienia mojego świata wszechrzeczy (?).
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Szczeroszczenia
nie zabijam już siebie sobą sączyć chcę ciebie w ilościach choćby najmniejszych acz permanentnie nie biorąc nic ponad niż możesz mi dać.
sobota, 30 lipca 2011
Kamikadze
wszelka nadzieja jest pozbawiona sensu żaden człowiek nie powinien wpaść na pomysł by dążyć do urzeczywistnienia swoich marzeń lepiej pojąć niedorzeczność swojej nadziei gdy ją pojmie może mieć nadzieję jeżeli wtedy potrafi marzyć życie jego będzie miało sens.
piątek, 29 lipca 2011
czwartek, 28 lipca 2011
Do not throw your mind
powtarzanie mechanicznych działań znieczula świadomość wstaję i wychodzę błądzimy wśród chmur wzdłuż przepaści równolegle opieram się na tobie opierasz się na mnie nie opieraj się mi jedyna stałość jestem idealnie wolnym przecież błagam nie budź mnie z tej śpiączki cały tłum szczelnie dokoła nas choć patrzy nie widzi chronicznie choruję na ciebie.
środa, 27 lipca 2011
Ostatnia Wiadomość / coraz to więcej pierwiastków ciebie we mnie.
poruszam się w tobie nie poruszam się w twoich kryteriach wychodzę poza regulamin i statystyki jestem nieplanowanym dzieckiem młodzieńcem mężczyzną kochankiem.
More than less
Bloom
otwórz swe usta szeroko westchnienie uniwersalne a gdy ocean kwitnie co trzyma mnie przy życiu mogę więc stracić i zacząć od nowa nie zadręczaj się pytaniem dlaczego; jestem w ruchu orbity przechodzę w salta w salta przechodzę zanurzam się w tych oczach w tych oczach się zanurzam bojaźliwych jak ryby.
poniedziałek, 25 lipca 2011
niedziela, 24 lipca 2011
Hipnotyzer
wpuszcza go do mieszkania i zamyka drzwi na zasuwę i łańcuch spokojnie i metodycznie przez chwilę mignął w lustrze przedpokoju i dopiero teraz dzięki odbiciu może go dostrzec naprawdę szczupły w płaszczu i kapeluszu przypomina postać z czarno-białych filmów twarz zamyślona chora o białej skórze jakby długo pozbawiona słońca niezgłębione oczy o przezroczystych źrenicach podkreślają jeszcze wrażenie braku kolorów subtelność jego rysów wydaje się kompletnym zaprzeczeniem siły która z niego bije.
Water for Elephants
wymyśliłem nowy numer oto jak będzie wyglądał pierwszy taniec... dwoje ludzi nieporadny młodzieniec zakochuje się w nieosiągalnej dlań kobiecie która podsyca jego pragnienia zaczynamy od ckliwej melodii która pcha tych dwoje na parkiet on bierze ją w ramiona bierze ją w ramiona patrzą sobie w oczy ona muska jego policzek delikatnie przesuwa dłoń po jego karku bawiąc się włosami nie spuszczając z niego wzroku dając mu złudzenie że należy do niego jego dłonie ześlizgują się poniżej talii ale ona daje mu klapsa jak gdyby broniąc swojej czci.
M. grała swoją rolę bez mrugnięcia okiem wszyscy graliśmy wszystko wróciło do poprzedniego stanu przynajmniej z pozoru lecz nic nie było już takie samo A. miał rację cały świat był iluzją.
gdy kobieta mówi ci coś wprost nie udawaj że nie pamiętasz.
M. grała swoją rolę bez mrugnięcia okiem wszyscy graliśmy wszystko wróciło do poprzedniego stanu przynajmniej z pozoru lecz nic nie było już takie samo A. miał rację cały świat był iluzją.
gdy kobieta mówi ci coś wprost nie udawaj że nie pamiętasz.
sobota, 23 lipca 2011
Jestem taki, jak widzisz.
oddech spłyca się gwałtownie spada prędkość przepływu krwi wzmaga się mimowolne kurczenie mięśni ustaje wykazywanie jakichkolwiek bądź funkcji życiowych; narkotyk nie został podany.
piątek, 22 lipca 2011
W akacje
nie ma ciebie nie ma ciebie wciąż i nigdzie gdzieś pomiędzy jednym a drugim oddechem wyjechałaś do krain wątpliwej szczęśliwości; potrzeba co byś mnie podlewała bo uschnę / zatonę w tej pustyni; wracaj dotleniaj!
czwartek, 21 lipca 2011
Heat Miser
rozkroiłaś mnie na dwie idealnie nierówne części: całym sobą pochłaniam / stoję obok zupełnie nieobojętny; nie jestem w stanie być konsekwentnym pamiętaj rozszarp mnie na strzępy; żal że gdyby nie procedury miłość byłaby tak pięknie prostą.
Eat me / drink me
szukające siebie dłonie usta i deszcz który obmywa ze wszelkich wyrzutów sumienia przy tobie jestem jak w tęczy; zamykam nas w bańce mydlanej rzeczywistość ogranicza się do krańców mojego i twojego ciała zasięgu naszego wzroku tu mogę być w tobie; ocean ludzi permanentnie myślących o niczym których nie słyszę tylko bicie twojego nadwyrężonego serca dźwięk zamykanych powiek głaszczące mnie dłonie rozszarpujące myśli rozszerzające źrenice i usta które chciałyby wciąż smakować; oplatująca mnie ze wszech stron ty.
środa, 20 lipca 2011
poniedziałek, 18 lipca 2011
Pulpitacje
marzysz mi się ty ponad dźwiękami i mną oddechy pełne subtelności bóle serca; życzyłbym sobie wplatać siebie w ciebie.
niedziela, 17 lipca 2011
Kolaże hipnotyzera / próżnia doskonała
jestem dziś rzeźbą ze szczerego złota w odcieniach samotności idealnym wyznawcą swych namiętności i pragnień; mienię się raczej opływowo mi aniżeli kanciasto choć uwiera to jedyne od środka; powinienem uważać na słowa i działania po których nie sposób się podnieść powinienem?
przeciągam się tracę dwie trzecie sił przeznaczonych na ten dzień natenczas nie brak mi fascynacji; nieznane bliskie dalece wzruszające; zaskakujące ile siły gdzieś pomiędzy w nieosiągalnym.
przeciągam się tracę dwie trzecie sił przeznaczonych na ten dzień natenczas nie brak mi fascynacji; nieznane bliskie dalece wzruszające; zaskakujące ile siły gdzieś pomiędzy w nieosiągalnym.
Uderzenia serca Pascala
z rąk do rąk do ust z ust a szczęście kwestią zaspokajania potrzeb.
być może stykamy się całą powierzchnią swoich ciał obejmujemy dłońmi w talii ale przecież jesteśmy lata świetlne od siebie dwadzieścia lat zmroziło nas całkowicie każda nowa cząstka ma za zadanie jedynie wypełnić powstałą dawniej pustkę każde nowe ramiona to tylko marny ekwiwalent poprzednich dziś już się nie zakochujemy dziś bywamy ze sobą bo tak wyszło bo było blisko i bezproblemowo kłamstwa przychodzą tak lekko że zapominamy o jakiejkolwiek prawdzie wyrywamy codzienności kawałki ciał które smakują podobnie jak te kiedy rano przetwarzamy je w powietrze i wydychamy ot tak
być może stykamy się całą powierzchnią swoich ciał obejmujemy dłońmi w talii ale przecież jesteśmy lata świetlne od siebie dwadzieścia lat zmroziło nas całkowicie każda nowa cząstka ma za zadanie jedynie wypełnić powstałą dawniej pustkę każde nowe ramiona to tylko marny ekwiwalent poprzednich dziś już się nie zakochujemy dziś bywamy ze sobą bo tak wyszło bo było blisko i bezproblemowo kłamstwa przychodzą tak lekko że zapominamy o jakiejkolwiek prawdzie wyrywamy codzienności kawałki ciał które smakują podobnie jak te kiedy rano przetwarzamy je w powietrze i wydychamy ot tak
samotnie cholera
czwartek, 14 lipca 2011
Pustki
tabuny chwil przemierzane z niesamowitą prędkością w zasadzie nie jest mi tak źle z liści konwalii popielniczka.
wyrasta wszystko przerasta i basta
wyrasta wszystko przerasta i basta
środa, 13 lipca 2011
poniedziałek, 11 lipca 2011
niedziela, 10 lipca 2011
Praktyka sztuki miłości
zabawne że kryształowe teorie - au fond idée fixe - miłości przy zetknięciu z rzeczywistością okazują się być niedosięgłe być może kwestia to dojrzałości ciężko wzrastać na pustyni.
sobota, 9 lipca 2011
Sale!
jestem sprzedawcą kapeluszy tu i ówdzie wydaję dźwięki prosto z trzewii cechuje mnie wyuzdana rozrzutność w kwestii uczuć mam niespłacone długi za coś na kształt emocji wymiary idealne zdolność kochania zaburzona pojmowanie miłości podług zamysłów Fromma; w dodatku umiem mówić i patrzeć; raczej wysysam aniżeli obdarzam pesymizmem emanuję.
Uczucie oceaniczne
zaspokajam potrzeby fizyczne zmagania z rzeczywistością nie odnajdując w niej siebie; nie chcę zgadywać czy jeszcze kochasz wciąż żałujesz czy już zazdrościsz; bezkarnie uprawiasz pedofilię ze słowami bliżej mi do działań; zmieniasz wyraz twarzy w zależności od poziomu frustracji.
czwartek, 7 lipca 2011
Nuta dekadencji
wszystko co we mnie weszło było odnalazło drogę ujścia wypierdalając z szybkością wprost niepojętą; sam sobie się dziwię że argumenty noże które wbijaliśmy w swoje tętnice okazały się być z plastiku mięknąc i śmierdząc niemożliwie pod wpływem wzniecanego ognia.
poniedziałek, 4 lipca 2011
Znaczności dwu
hasz komora i bzdurne rymowanki przy okazji których wychodzi ze mnie gówno i bezmiar wszelkiego brudu; osiągam wszystko osiągam nic.
Intensywność / introwertyczność
ludzie w paczce zapałek większość zgaśnie część się połamie nielicznych nie wyprodukują a wszystko to kwestia czasu i zbiegów okoliczności.
czwartek, 30 czerwca 2011
Elephantastic...
splątana mozaika bez serca zalałem jeden z jej elementów kawą kolejny natomiast Metafizyką; ludzie z cukru myśli z waty; jestem słodkim jesteś miękką; siedzę w pustym pokoju bez ścian w głowie w ogromnym fotelu z oparciem w poczuciu winy.
wtorek, 28 czerwca 2011
Po winienem
łóżko które dzieliliśmy moje nie nasiąknęło nigdy zapachem twojego ciała; rozchylam obie powieki tabuny rozczarowań zapędzone w ślepą uliczkę snu prawie nie czuję; ból oczekiwania rozszerzył się w nieskończoność zagłuszam siebie kilogra my nikotyny dają złudzenie że krew dryfuje wciąż we mnie; permanentne nadużywanie słów które niczego nie zmienią: chociaż przecież chciałbym.
poniedziałek, 27 czerwca 2011
All I need / I'm up in the clouds
porozmawiajmy o tym co nas dotyka nie boli znajdziemy się w klatce wypełnionej próżnią odzwyczaiłem się oddychać; każdy pierwiastek mnie nazwałem twoim imieniem rozpaczliwie szukam pozostałości siebie w tobie; co nas zabije a co nas nie wzmocni.
niedziela, 26 czerwca 2011
sobota, 25 czerwca 2011
piątek, 24 czerwca 2011
AMbitny AMbiwalentny
tu lepiej gorzej tam zadziwiającym że podług okoliczności muzyka zmienia swój smak koloru już dźwiękom nie brak.
czwartek, 23 czerwca 2011
Chodźmy w deszcz
rzeczywistość widziana przez mgłę nie gniecie nie uwiera tak silnie powstaje złudzenie pewności.
środa, 22 czerwca 2011
sobota, 18 czerwca 2011
Bukiet kwiatów Vespertine
dziś wieczór przyjdę znów by podarować Tobie różowy bukiet kwiatów Vespertine; tradycji stanie się zadość / nienawiści stanie się miłość.
O sztuce miłości
odnaleźć nie gubiąc nigdy nie będąc szczęśliwym stracić świadomie coś zyskać piękno; piękni my zdani na przemijanie pozwólmy ułożyć się w sobie zakochać od nowa na zawsze raz za razem i każdym od początku; rozpływam się nie znikając w szczęściu się pławię.
Zaprawdę, nigdy kochanek nie szuka,
Zaprawdę, nigdy kochanek nie szuka,
nie będąc szukanym przez swą ukochaną.
piątek, 17 czerwca 2011
Tabuny wizji niespełnionych
widzieć niesłyszalne słyszeć niewidzialne a bańki mydlane muszą się w końcu o coś rozbić.
niedziela, 12 czerwca 2011
Ogień w głowie
myśli krążą gdzieś orbity złudzeń gdzieś być muszę. nieme mechaniczne powinności. przechodzę przez idealnie gładką ścianę szukając klamki od zewnątrz. rozżarzony pręt z dźwięków dociera do wszelkich zakończeń mnie. cisza. parzę palce w kubku kawą.
sobota, 11 czerwca 2011
Wit
jestem jakby ramą obrazu wyciętego z moich myśli niby widzę niby kolory niby perspektywa a jednak zmieniam Formę do Czystej dążąc.
środa, 8 czerwca 2011
poniedziałek, 6 czerwca 2011
Appendix No. 2
wielki strzał a bez recepty czekam więc aż coś zacznę czuć; chmury dym tysiące twarzy smok i bóg już wczytało się.
sobota, 4 czerwca 2011
piątek, 3 czerwca 2011
Sytuacje nieprzywidziane / Niespodzianki
zabijmy się wzrokiem uduśmy wyjedźmy do ciepłych krajów tam walki kogutów doroczne.
środa, 1 czerwca 2011
Środa mojego życia
jestem w stanie nie będąc na siłach; oddycham jakby lżejszym powietrzem a może to płuca obniżyły swoje w stosunku do mnie wymagania.
miłość bez serca czy serce bez miłości?
Nie cudacz cudacznie
cuda i dziwy a cały ich urok w tym że są daleko.
na strzępy nie rozrywam
rozrywa mnie na strzępy
poniedziałek, 30 maja 2011
Im
im szybciej spadam tym więcej wznoszę im bardziej siebie upadlam tym z większych ułomności leczę; jestem abstrakcją.
'jesteś.
tylko, że nie istniejesz.'
'jesteś.
tylko, że nie istniejesz.'
niedziela, 29 maja 2011
sobota, 28 maja 2011
czwartek, 26 maja 2011
środa, 25 maja 2011
Instynkt
wnikam paskudnie głęboko bardzo fizycznie poniekąd psychicznie gdybym tylko wiedział gdzie jestem istniałaby myślę możliwość bycia szczęśliwym.
wtorek, 24 maja 2011
poniedziałek, 23 maja 2011
Wszczęte postępowanie
przebiegłem trzy tysiące jeden kilometrów zobaczyłem siebie na samym początku skonanego do granic barier pozbytego ze szczyptą oczekiwań oceanem rozczarowań w planie plan swój spełniam skrzętnie przywodząc na myśl postaci tragiczne miłości mojego życia.
sobota, 21 maja 2011
T.S.
- Nie mam środkowego stanu równowagi emocjonalnej. Przeżywam życie namiętnie, głęboko. Nie lubię płycizny. Ekstrema jest fajna. Lubię się dobrze rozhuśtać. Lubię kontrast między skrajnościami. Mam doły i góry. Niemoc, bezsens istnienia i nagłe przeczucie nadejścia euforii, która da mi coś pięknego, nowego. Da mi nową muzykę. Dla tych paru sekund warto się męczyć w depresji. To są wspaniałe stany! Są ludzie, co lubią żyć pośrodku. Ja lubię raz tam, a raz tu. Z daleka od stada.
piątek, 20 maja 2011
czwartek, 19 maja 2011
Delikatnienie... / So Nice
uciekłem ulewie samobójstw nie rozpogadza się jest bezpiecznie twarde powroty na miękkich nogach.
środa, 18 maja 2011
Pan Bazakbal
miłość programowa intencje wzniosłe środki nietrwałe utrwalę siebie odbiję na każdej z klisz zapomnę.
wtorek, 17 maja 2011
Czarny bez kogo?
miałaś mnie w sobie we śnie pomalowałem ściany naszego pokoju naszego domu z chmur kolejne z pięter pozbawione zostało sufitu możemy teraz bezkarnie pieścić noc spoglądać na siebie spod przymrużonych oczu.
niedziela, 15 maja 2011
Dummy
jestem manekinem. domyślam się przywiązanych do mnie sznurków oraz dłoni za nimi stojących nie widzę czuję.
sobota, 14 maja 2011
Niestatek
szarością bez dna ociekam nie pomaga krawat w kolorze bordeaux przylegający ściśle podobny sznurowi wisielca ani doświadczenia w których okazuję się być królikiem z pękniętym sercem;
wzruszający nieczuły.
wzruszający nieczuły.
piątek, 13 maja 2011
Talking to myself
jestem jedynym brakującym elementem swojej układanki; moje szkliste oczy wbijam paznokcie w zakończenia komórek twojego poszatkowanego mózgu; raczej prostytuuję siebie niż zabijam / raczej marznę niż dochodzę; nie żyję choć oddycham zdycham mimo to tchnę;
tak brudny tak piękny.
tak brudny tak piękny.
środa, 11 maja 2011
Mistrz
Mśnieg z popiołu papierosa miast gwiazd oczy jestem takim trochę naiwnym sztukmistrzem co to myśli że każda sztuczka wyjdzie mu za pierwszym razem.
wtorek, 10 maja 2011
Aide Jano
jeśli wyniósłbyś mnie na dach i upuścił z lekkością wyniósłbym ciebie ze swojego życia z dołu patrząc na ciebie z góry - ojcze furiacie.
poniedziałek, 9 maja 2011
Błogosławione czasy, kruchy świat
'W tych warunkach zrodził się między nimi wreszcie związek, prawie związek, bardzo chwiejny, na którym nie można było poprzestać, przy założeniu, że jakiś związek istniał już wczesniej, ale przestał istnieć w tamtej formie. Związek ten zrodził się, tak to Judith widziała, gdzieś w niezmierzonej przestrzeni między nadmierną ambicją Lea a jego niezdolnością do choćby częściowego jej zaspokojenia. Wydawało się to Judith podejrzane, nie wiedziała, czy rzeczywiście chce tego związku. Ale zanim sobie to jasno uświadomiła, ich związek coraz bardziej się zacieśniał. (...) Ale ich związek powstał tylko częściowo. Judith tylko częściowo uległa panice i tylko częściowo doszło do tego, że czuła się skrępowana przygnieciona. Leo tylko częściowo wpadł w euforię, stał się pewny siebie i twórczy. Nowy rozdział został tylko częściowo napisany... Wszystko poszło tak niewiarygodnie szybko...
Teraz trzeba sobie zadać pytanie, jak to ma być dalej. Trzeba będzie podjąć decyzje. Decyzje zostały podjęte.'
niedziela, 8 maja 2011
Myślę, że nie stało się nic
coraz więcej chowam coraz mniej odkrywasz jestem dla nikogo jestem dla wszystkich.
sobota, 7 maja 2011
piątek, 6 maja 2011
Będę, bo
wgryzam się w ciebie puszczają soki oblepiając mi palce resztki miąższu zaburzają fakturę myśli i dłoni; myślę o chmurach z których zbudujemy nasz dom; zaciskasz się na mnie rozkoszą unoszona lekko na moich kruchych opuszkach; będę cię zdradzał, bo cię kocham.
środa, 4 maja 2011
wtorek, 3 maja 2011
(nie)doczeka(nie)
żal że nie wszystko działa w obie strony że jednym zdaniem możesz porwać mnie na strzępy a nikt poza mną nie wskaże ci drogi do mnie.
poniedziałek, 2 maja 2011
K/half noise
z właściwą sobie lekkością przepowiadam nam siebie rozbite lustra i oceany nieszczęść nie szczędźmy otarć otwartych ran przy poznawaniu siebie do siebie dopasowywaniu.
niedziela, 1 maja 2011
Pozwól mi nie mówić nic
lapmki wina światła nie widać; zatop się we mnie albo każ mi spierdalać.
poprawka / appendix no. 0139:
jednak:
procenty biegnące zbyt szybko pod góre wracają do punktu wyjścia / twoje idealnie ostre paznokcie wbijając się we mnie nie ranią lecz leczą / różowe okulary poszerzają horyzont o nowe odcienie / nie powinienem cię kochać już teraz a jednak / nie jesteś kolejną ani uprzednią / jestem kropką nad twoim I.
chciałem tobie jeszcze o czymś powiedzieć...
poprawka / appendix no. 0139:
jednak:
procenty biegnące zbyt szybko pod góre wracają do punktu wyjścia / twoje idealnie ostre paznokcie wbijając się we mnie nie ranią lecz leczą / różowe okulary poszerzają horyzont o nowe odcienie / nie powinienem cię kochać już teraz a jednak / nie jesteś kolejną ani uprzednią / jestem kropką nad twoim I.
chciałem tobie jeszcze o czymś powiedzieć...
sobota, 30 kwietnia 2011
Serca z kutego żelaza
ogromna to sztuka przełożyć sobie kogoś na siebie; jestem dziś oliwkowym chłopcem małym księciem niewielkiej Ignacji chwilami urastasz do niesamowitych rozmiarów w moich szklanych fosforycznych oczach jesteś moim skrzącym się cudem błyszcz my się pokochaj my śmiem dziś ciebie przyrównywać do muzyki Sebastiana Bacha pisanej moim gęsim piórem; doskonałości!!
piątek, 29 kwietnia 2011
czwartek, 28 kwietnia 2011
Małże
czy wyjdziesz za mnie Ignacjo?
(życzę sobie aby pierwsze wypowiedziane przez ciebie zdanie stanowiło odpowiedź)
(życzę sobie aby pierwsze wypowiedziane przez ciebie zdanie stanowiło odpowiedź)
ń
s
t
w
w
o
.
.
środa, 27 kwietnia 2011
wtorek, 26 kwietnia 2011
Jesteś moim będziesz
jesteś moim szkłem weneckim oczkiem w głowie w brzuchu motylem koralikiem; moje dłonie smakują dziś tobą pachną moje usta.
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
To tylko kawa i papierosy
kłótnie bez powodu - powody bez kłótni; najniższa warstwa atmosfery zważyła się sączę dziś kawę bez mleka; moja Teoria Sinusoidy i nie i sprawdza się.
wracaj uciekaj.
ciało choć władne nie zwleczę go z łóżka dla kogokolwiek ciebie siebie; wąskie korytarze mózgu permanentnie nieznacznie naruszane przez kanciaste myśli bez formy; zatańcz mi tak jak ci nie zagram; od teatru lalek zdecydowanie wolę kukiełkowy.
potrzeba mi ogrzać się spalonym szczęściem.
potrzeba mi ogrzać się spalonym szczęściem.
finally we are no one
teraz gdy życzyłbym sobie twojego krzyku rozpływasz się pozostały mi tylko eteryczne pachnące tobą myśli.
sobota, 23 kwietnia 2011
czwartek, 21 kwietnia 2011
środa, 20 kwietnia 2011
Jan Baptysta Grenouille
'Nie czuł już prawie nic, od dawna zamroczony przez eteryczne substancje, jakie wdychał, nie rozpoznawał już nawet składników, które na początku eksperymentu, jak mu się zdawało, zidentyfikował ponad wszelką wątpliwość.'
wtorek, 19 kwietnia 2011
Elegie
'Masz się trzymać jak Witkacy dope!!'
- ze względu na deficyt pomysłów na lepienie słów zaczynam cytować siebie.
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Zmierzchmurności
gdzieś tam w środku we mnie wszystko oddycha nawet mózg kazał się mnie przewietrzyć.
niedziela, 17 kwietnia 2011
Away from the black
nie zapadłem się w sobie gdy otworzyłem twoje dłonie ujrzałem wyrastające z nich dwa cudownej piękności tulipany; jeden z nich zwiędnie wieńcząc nurzającego się pod powierzchnią mnie drugi natomiast wykiełkuje zachwycając całą ludzkość soczystą esencją wzruszającego piękna.
Sztuka (powiada Nietsche) mając na względzie żywioł appoliński, jest metafizycznym dopełnieniem piękna.
Sztuka (powiada Nietsche) mając na względzie żywioł appoliński, jest metafizycznym dopełnieniem piękna.
Uwaga! jedzie tramwaj
ulice spalone słońcem motyle -
cytrynki w wannie gumowe rybki dzieci
kochają delfiny uwaga jedzie tramwaj gdy
jedzie ziemia się trzęsie trzęsie się cały mój świat
cytrynki w wannie gumowe rybki dzieci
kochają delfiny uwaga jedzie tramwaj gdy
jedzie ziemia się trzęsie trzęsie się cały mój świat
sobota, 16 kwietnia 2011
Mata Forgana
bezwładne moje ciało
skrzących się myśli lawina;
krople czasu skapują z moich
palców przeciekł już prawie cały.
skrzących się myśli lawina;
krople czasu skapują z moich
palców przeciekł już prawie cały.
piątek, 15 kwietnia 2011
Dopamina
a jeśli ograniczę siebie przy pełnym swym udziale i swojej świadomości czy będzie to wciąż ograniczeniem?
czwartek, 14 kwietnia 2011
Bal sobowtórów
byłbym się wzruszył gdybyście rzeczywiście nie byli sobą; wszystko zależy jedynie od dlakogo i poco.
środa, 13 kwietnia 2011
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Testament
coraz bardziej miękkimi dłońmi wodzę po szorstkich ścianach labiryntu; jak w każdym innym i tu nim wydostanę się nie mam pewności czy bliżej wyjścia czy zagubienia jestem.
niedziela, 10 kwietnia 2011
Sacred Hymns
rozmyłem się paskudnie kontury mnie zatarły się z chmurno czarnymi myślami; od kilku dekad bezsenności tkwię w tym pokoju bez ścian podwieszany sufit zmienia się do czasu od czasu by zachować jakieś tam pozory; zakładki powkładane w bliskich mi obcych odleciały przy najlżejszym powiewie słońca gdzie sam już nie wiem po czy na której stronie was jestem.
sobota, 9 kwietnia 2011
Kim jest
on był inny. parzył kawę tylko dla zapachu
i nie mógł patrzeć jak wypełnia szklanki. podrobione
kubki z porcelany. obwiniał ludzi że ustatyczniają
nawet ją. w nich. i pisał
zgadzałam się bez reszty i ciągle patrzyłam
na zdjęcie w dowodzie. kartka w butelce po Napoleonie
wskazywała że był poetą ale to nie był jeszcze koniec
to nawet nie był początek
i nie mógł patrzeć jak wypełnia szklanki. podrobione
kubki z porcelany. obwiniał ludzi że ustatyczniają
nawet ją. w nich. i pisał
zgadzałam się bez reszty i ciągle patrzyłam
na zdjęcie w dowodzie. kartka w butelce po Napoleonie
wskazywała że był poetą ale to nie był jeszcze koniec
to nawet nie był początek
...nad nim chmura smogu
uwielbiam znajdować nie szukając mieć skąd wracać nie wiedząc dokąd idę.
How I wish I could recollect Pi easily today!
How I wish I could recollect Pi easily today!
piątek, 8 kwietnia 2011
Pięciolinie wysokiego napięcia
wiatr urywa głowy porywisty drze konsekwencję porywcze myśli nie dają za wygraną.
czwartek, 7 kwietnia 2011
ćśotsiwyzcezR
groteskowa kukiełka częstuje mnie złotym spokojem marki Davidoff; częstość snu zwielokrotnia się byś mogła wyśnić moje sny o Ogrodzie rozkoszy ziemskich pełnym; pełen nadziei że przyciągnę cię moja Simone de Beauvoir zacząłem łykać magnez; bez tej garści tabletek codzienności mógłbym przecież zapomnieć że istnieję/nie- (a wszystko w kontekście osoby jeżeli w ogóle) (!); uruchamiam w sobie tryb nocny.
wtorek, 5 kwietnia 2011
Nieważkość
z okazji nieurodzin paskudne życie podarowało mi ważkę Grizzly w prezencie nie zamknę jej w klatce czując się dobrze nie odleci oswojona bezbronnie zbyt myślę ciepło.
pozwól sobie na
zachwycenie a znajdziesz
sens ufaj mi.
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Nasycenie
dziś dzień rozświetlę kilka par ust ze słów zapałki rozpalą oczy źrenice poszerzą horyzont.
Senność
pomimo wszystko mimo bezsenności jestem w stanie układać sny; niech więc będzie na poły paskudnie silna na poły rozpływająca się kobieta potykająca się o wkurwionego szalonego reżysera psychodelicznych obrazów mistrza (zbyt pretensjonalny by można go było szanować); reżyser przeobraża się w mężczyznę nie jej życia nie jej snów czy marzeń; ten z kolei okazuje się być wyznawcą rozwodów tanich sensacji; kobieta nosi w sobie samotne dziecko którego ojcostwo przypisujemy wszystkim wyżej wymienionym; cały żal który nosiła w sobie przelewa na maleńkiego Ignacego który dopiero co narodził się w jej myślach; być może sen nie należy już do mnie być może przyszedł w połowie mojego; ja który przecież nie istnieję; coś wyparuje coś natomiast wpłynie i zagości; a gdyby tak...
Rozbieżności
pociąga mnie noc sączę śnieżnoszary przedsmak świtu; zapętlone historie za każdym razem pachnące tym samym wstydem; raz na zawsze i za każdym razem od początku; jestem dziś dalej lub wyżej; chyba że to zupełnie inna rzeczywistość; you know I'm no good.
niedziela, 3 kwietnia 2011
Hiperświadomość
nie interesują mnie stany pośrednie temperatury letnie pytania obchodzone omijającymi odpowiedziami; uwielbiam balansować; kurwa!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















