Przez całe moje życie powoli umierałem.
jest jakby mniej niewygodnie nieco bardziej przestrzennie szalone kochliki budzą się do życia gdzieś między nocą a dniem niesnem a snem zlepiwszy w całość cały ten pojebany chaos cofasz się o krok wyrasta przed tobą piękny kolaż świadomości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz